Ich bin ein Berliner

2 Komentarze
20160510_185325

W świetle ostatnich wydarzeń serce boli mnie jak cholera. To był mój jarmark. Blisko mojego domu, jarmark, na którym tak często bywałam wraz z bliskimi mi osobami. W tym roku tylko pojawiłam się tam trzykrotnie – raz zabrałam tam dziadków, raz wraz z kolegami z pracy przed naszą firmową kolacją wigilijną zrobiliśmy sobie tam grupowe zdjęcie, a raz jedynie przelotem, by pokazać znajomym Gedächtnis-Kirche. W jednej z tamtejszych budek miałam nawet kartę stałego klienta na grzane wino, całkiem niedawno zajadałam się tam pysznymi owocami w czekoladzie. A w miniony poniedziałek planowałam wybrać się na Breitscheidplatz z przyjaciółką ponownie. Ostatecznie jednak wylądowałyśmy na innym jarmarku, gdzie jest moja ulubiona analogowa fotobudka, bo koleżanka się przeprowadza, a ja koniecznie chciałam mieć z nią pamiątkowe zdjęcie.

A przecież ten wypadek równie dobrze mógł przydarzyć się 30go listopada. Albo 3go grudnia. Mogłam akurat wtedy być dokładnie w tym miejscu, gdzie ciężarówka wjechała na jarmark, mogłam wtedy przechodzić przez ulicę do stacji metra.

We wtorkowy poranek w S-Bahnie było bardzo cicho. Jakaś cząstka Berlina umarła, przedświąteczna radość została zaburzona i chyba nikt nie czuje się teraz bezpiecznie. Choć po ostatnich wydarzeniach w Europie w głębi duszy czułam, że prędzej czy później coś tragicznego wydarzy się również w Berlinie, dopiero w poniedziałkowy wieczór uświadomiłam sobie, że przecież jedną z tych kilkudziesięciu osób mogłam być ja, lub ktoś z moich najbliżych. W zasadzie przypadek sprawił, że to wszystko wydarzyło się innego dnia, w innym miejscu. Doskonale wiem też, że popadanie w paranoję, unikanie tłocznych miejsc (których i tak bardzo nie lubię, nie czuję się komfortowo pośród tłumu), czy zaprzestanie korzystania z komunikacji miejskiej, zaniechanie podróżowania, bo przecież lotniska, wielkie miasta, mogą być celem kolejnych ataków nie ma sensu. Tragedie zdarzają się wszędzie. Ludzie giną codziennie na lokalnych drogach, wypadek może zdarzyć się nawet we własnych czterech ścianach. Jarmark w Berlinie mógł być równie dobrze jarmarkiem we Wrocławiu. Zamiast terrorysty możemy trafić na pijanego kierowcę lub kogoś z psychicznymi zaburzeniami.

Pozostaje jedynie cieszenie się każdą chwilą, którą mamy, docenianie każdego dnia z bliską osobą. Powinniśmy na co dzień pamiętać, że nic nie jest dane nam raz na zawsze. Może szczególnie teraz warto pomyśleć, czy ostatni konflikt z ukochanym był warty tylu wypowiedzianych gorzkich słów, biorąc pod uwagę, że mogłyby to być ostatnie słowa, które ta osoba od nas usłyszała?

Kategorie: Berlin, Moje dywagacje

Pierwsze kroki w Berlinie

9 Komentarze
2016_01_30_klaudia&tomek5

Wszelkie formalności są zmorą „dorosłego” życia. Założę się, że dopiero z wiekiem rozumiemy słowa z Piotrusia Pana „Don’t grow up. It’s a trap!”. Otóż zamieszkanie w Berlinie, jak i w każdym innym mieście, wiąże się z serią spraw do załatwienia, ale spokojnie – przygotowałam dla Was poradnik krok po kroku, przejdziemy przez to razem bez bólu!* Czytaj dalej…

Rekrutacja na studia w Berlinie

5 Komentarze
P1010739

Nie bierzcie ze mnie przykładu. Ja decyzję o podjęciu studiów w Berlinie podjęłam w trakcie halloweenowej imprezy. Niczego nie żałuję, ale wszystkich zachęcam do przemyślenia decyzji o tym, co chcielibyście robić w życiu. Bo zanim te studia rozpoczniecie, zderzycie się ze wspaniałą niemiecką papierkologią. Czytaj dalej…

Unforgettables 3

6 Komentarze
Unforgettables3

W kwietniu zachłysnęłam się wiosną. Wróciła mi pełna ostrość widzenia, w samą porę! Zazieleniło się, zapachniało trawą, różowe drzewa zdążyły zakwitnąć i przekwitnąć, a teraz bielą się jabłonie i wiśnie. Tak, w Berlinie! Tak, w centrum miasta! Jest pięknie. Czytaj dalej…

My berlinove story

5 Komentarze
001_Germany_Niemcy_Berlin_Panorama_Czmiel_724

Wszystko zaczęło się około 8 lat temu. Będąc w liceum przyjechałam do Berlina na osławiony jarmark bożonarodzeniowy. Magia Świąt, lodowisko na Alexanderplatz, owoce w czekoladzie i grzane wino* zrobiły swoje.
Kilka miesięcy później odwiedziłam mieszkającego tu brata. Poszliśmy na kopułę katedry, spacerowaliśmy nad Sprewą. Czasem w życiu jest tak, że coś nas tak zwyczajnie urzeka.  Czytaj dalej…